Rowery elektryczne raz jeszcze

Jednym ze spostrzeżeń jakie pozostało po ostatnich targach Kielce Bike-Expo 2017, niestety nieco smutnym, jest fakt ciągle niskiej świadomości znaczenia rowerów elektrycznych. Nieco ponad rok temu pisaliśmy o tym, że od kilku już lat rowery elektryczne przynoszą duże dochody sklepom które postawiły na elektryki w Polsce już wcześniej. Duża część właścicieli polskich sklepów rowerowych ciągle lekceważy ten segment rowerów. Dla tych którzy jeszcze omijają ten temat, przytaczamy artykuł z premierowego wydania Veloprofit. Pamiętajmy jednak, że od zeszłego roku i polski rynek rozwinął się w tym segmencie osiągając wg. CONEBI  wielkość 10 tys. sprzedanych egzemplarzy w roku 2016. Z całą pewnością dane za rok 2017 będą oscylować około 12- 13 tys. 

Wróćmy zatem do tekstu z września 2016 dla rozwiania wszelkich wątpliwości.

O rowerach elektrycznych napisano i powiedziano już bardzo wiele, lecz ciągle pojawiają się wątpliwości, co do tego, czym tak naprawdę jest rower elektryczny? Czy to jest ciągle rower? Czy ma on jakieś znaczenie biznesowe na polskim rynku?

Definicja roweru

Z definicji, rower to jedno- lub wielośladowy pojazd drogowy napędzany siłą mięśni poruszających się nim osób, za pomocą przekładni mechanicznej, wprawianej w ruch (najczęściej) nogami. Pierwotnie nosił nazwę welocyped oraz bicykl i podobnie nazywany jest w większości nowożytnych języków europejskich. Obecna polska nazwa pochodzi od brytyjskiej firmy Rover, która dawniej produkowała rowery.

Kiedy w roku 1790 – Made de Sivrac wynalazł pierwszy prototyp roweru, nie mógł przypuszczać, że właśnie uruchomił potężną gałąź przemysłu w wielu krajach. Choć pierwowzór współczesnego roweru powstał dopiero w roku 1884-85, czyli około 95lat później. To opracowany przez Johna Kempa Starleya, wyposażony w koła równej wielkości, kierownicę połączoną bezpośrednio z widelcem i tylne koło napędzane przekładnią łańcuchową, w zasadzie pozostał niezmieniony przez ponad 130lat.

Główne założenie roweru jest wciąż to samo, napęd poruszany siłą mięśni jadącego nim człowieka, i co ważne, to jest kluczowe kryterium do oceny, czym są rowery elektryczne.

Więc, czy rower wspomagany elektrycznie to ciągle rower? Tak. Pamiętając o powyższym założeniu, rower z elektryczną asystą to ciągle rower, ale nie każdy. Wg. definicji, z całej rodziny rowerów, należałoby wykreślić wszystkie rowery, które mają napęd, a nie wspomaganie. Subtelna różnica polega na tym, że rowery elektryczne wyposażone w piasty z silnikiem elektrycznym posiadają napęd, który kręci kołem i napędza rower. A to się kłóci z definicją roweru. Kiedy zatem, możemy mówić, że rower elektryczny to prawdziwy rower? A no właśnie wtedy, kiedy to siła ludzkich mięśni „decyduje”, czy rower jedzie. Z takim zjawiskiem mamy do czynienia w przypadku rowerów z wspomaganiem umieszczonym centralnie w suporcie. Rowerowo wywodząc się ze środowiska sportowego, kilka lat temu miałem, ogromny mentalny problem z pogodzeniem w jednym urządzeniu roweru i silnika elektrycznego. Nijak nie można było tego pogodzić. Klasycznym błędem było, porównywanie „elektryka”, z rowerem, ze skuterem, motocyklem, czy nawet samochodem. Jest to całkowicie nowa kategoria rowerów, z akcentem na „rowerów”.

Rowery ze wspomaganiem umieszczonym centralnie, mają cechy które zbliżają je do klasycznych rowerów. Jedną z nich jest to, iż możemy wyłączyć asystę i jechać jak na zwykłym rowerze, bądź kiedy nie doładujemy baterii wcześniej i rozładuje się nam na trasie, to spokojnie dotrzemy do domu. No chyba, że mamy przed sobą góry, no to wtedy masa roweru utrudni nam znacząco zadanie. No oczywiście, na systemach z silnikami w piastach, też pojedziemy bez asysty, tylko ile pojedziemy z kołem ważącym 5kg? Niezbyt daleko i nie zbyt komfortowo nawet jak dysponujemy dużą mocą w nogach.

Kolejną cechą, są zasięgi rowerów elektrycznych z centralnym wspomaganiem, i to też je odróżnia od „elektryków” z silnikami w piastach, przy tych samych pojemnościach baterii, na centralnym wspomaganiu możemy przejechać nawet 3 razy dalej (oczywiście porównując systemy o podobnych parametrach i w takich samych warunkach), co też czyni je bliższymi klasycznym rowerom. Ponieważ, wycieczki na klasycznych rowerach, również najczęściej, nie są planowane dłuższe niż dystans do 150 – 180 km, a najczęściej jest to 20-40 kilometrów.

Ostatnią cechą i chyba najważniejszą, jest to, o czym wspomniałem wyżej, a mianowicie to człowiek „decyduje” kiedy jedzie. W dobrych systemach centralnego wspomagania nie odczuwamy, że coś nas ciągnie bądź pcha do przodu. Jest to proces bardzo naturalny i działa tylko i wyłącznie wtedy, kiedy pedałujemy, a to ważne, min. ze względów bezpieczeństwa. W tym miejscu należałoby podkreślić, że w rowerach elektrycznych z silnikami w piastach, napęd jest rozłączany przy naciśnięciu hamulca, ręczną manetką. Do tego momentu rower jest ciągle napędzany, i jeżeli wyobrazimy sobie dziecko, które wbiega wprost pod nasze koła, to czas reakcji prowadzącego rower w połączeniu z momentem, kiedy hamulce zadziałają, znacząco wydłuża drogę hamowania, a to te właśnie ułamki sekund mają najczęściej znaczenie czy do kolizji dojdzie, czy też nie. Inaczej działają systemy centralne, które nie pchają roweru do przodu, w chwili kiedy przestaliśmy pedałować, czyli dokładnie tak, jak w rowerach klasycznych.

Nie lekceważ potęgi mocy

Dla części użytkowników rowerów, rower jest narzędziem do bycia fit, czym rower wpisuje się w szeroki trend mody na sport. I tu też, ku zaskoczeniu części czytelników, warto podkreślić, że rower elektryczny może jeszcze lepiej sprawdzić się, jako narzędzie do dbania o figurę, niż klasyczny rower. Osoby zaangażowane sportowo wiedzą, że najefektywniejsze spalanie tłuszczu, odbywa się, nie podczas morderczej jazdy na wysokim tętnie, lecz gdy nasze tętno nie przekracza strefy beztlenowej naszego organizmu. Innymi słowy, lepiej spalamy tłuszcz będąc mniej zdyszanym, i robiąc dłuższe wycieczki. Strefy tlenowe są dosyć indywidualną sprawą każdego organizmu i z tego też powodu, osoby lepiej wytrenowane, również mogą bez przeszkód wykorzystywać rower elektryczny do celów pro sportowych.

Podsumowując. Rower elektryczny z centralnym systemem wspomagania to ciągle rower, ponieważ nie zabija on idei roweru.

A czy ma jakieś znaczenie biznesowe dla polskiego rynku?

Przez grubo ponad 100lat, w przemyśle rowerowym pojawiło się wiele wynalazków, ale żaden do tej pory tak nie zrewolucjonizował, branży rowerowej jak rower elektryczny, i żaden nie popchnął jej tak mocno do przodu, w tak krótkim czasie. Jedynie chyba rozwój rowerów z pod szyldu MTB, równie mocno popchnął branżę do przodu, ale w zdecydowanie dłuższym okresie czasu.

Polski rynek

Jeśli chodzi o nasz rynek, to mamy sytuację komfortową, ponieważ, cały potężny trend związany z rowerami elektrycznymi przychodzi do nas 5 – 6 lat później, dzięki temu możemy obserwować rynki bardziej rozwinięte, i lepiej się przygotować do chwili, kiedy osiągniemy szczyt sprzedaży. Dzięki opóźnieniu naszego rynku, dostajemy też produkt, dużo bardziej dopracowany zarówno pod względem technicznym, jak i estetycznym. Rowery mają lepsze oprogramowanie, większe zasięgi. W związku z tym, że w tym segmencie występuje ciągle coś nowego, to ceny najbardziej handlowych modeli pozostają na podobnym poziomie od lat, ale oferują ciągle więcej. Około 9 – 13 tys. złotych, to przedział, gdzie każdy z czołowych producentów ma najbardziej handlowy rower elektryczny. Najczęściej w tym przedziale cenowym, dostaniemy trekkingowy rower z bardzo dobrym wyposażeniem, który posiada już wszystko, czego moglibyśmy od roweru, „dla każdego”, oczekiwać wraz z bardzo dobrym centralnym systemem wspomagania. Rowery z systemami z silnikami w piastach są tutaj wyraźnie tańsze. Rowery z tańszymi systemami napędowymi mają dla polskiego rynku szczególne znaczenie z dwóch powodów:

  • Z powodu mniejszej siły nabywczej przeciętnego Polaka,
  • Tańszy rower elektryczny jest pośrednim elementem, do zakupu roweru z droższym systemem.

Jeśli przeanalizujemy rolę taniego roweru elektrycznego, to się okaże, że jest on bardzo ważnym elementem sprzedaży rowerów z droższymi systemami. Biorąc pod uwagę doświadczenia naszych sprzedawców, bardzo często dochodzi do sytuacji, kiedy klient po około roku użytkowania tańszego roweru elektrycznego, potrzebuje czegoś więcej, albo okazuje się, że np. bateria już nie nadaje się do użytku i nie można kupić nowej bo kupił rower używany niewiadomego pochodzenia. Konsumenci rozwijają się i tani rower elektryczny już nie spełnia ich oczekiwań z różnych powodów, czy to technicznych, czy estetycznych i na tyle połknęli rowerowego bakcyla, że od roweru oczekują lepszych osiągów. Tacy konsumenci są skarbem dla branży, bo pełnią oni również rolę edukacyjną, zarażając swoje najbliższe otoczenia. Z tego punktu widzenia, jeżeli spojrzymy na asortyment proponowany przez światowych producentów zauważymy, że albo w ich ofertach nie ma roweru z tanimi systemami, albo jest 1 lub 2 w ofercie. Za kontrastowy przykład można by wskazać światowego lidera w rowerach elektrycznych, który w ofercie ma około 40 -tu modeli rowerów Full Suspension, i ani jednego roweru ze wspomaganiem w piastach! Zupełnie i świadomie oddając tę część rynku innym producentom, wiedząc, że to, co proponują jest rozwiązaniem docelowym.

Ważnym również jest to, że postawienie tylko i wyłącznie na rowery w ekonomicznym segmencie rynku, zamyka drogę do rozwoju, a przynajmniej ją utrudnia. Bo to przecież sprzedając rowery droższe, bardziej zaawansowane technologicznie, gromadzimy środki na inwestycje i rozwój. Poza tym w tańszych rowerach częściej mamy do czynienia z reklamacjami, a to też w przypadku niższych marż w wartościach bezwzględnych, ma duży wpływ na rentowność.

Często, gdy porównujemy nasz rynek, z rynkami zachodnimi, czy też wprost z niemieckim. Podnoszony jest argument ekonomiczny, jest on oczywiście ważny ale nie determinujący na tym etapie rozwoju tego segmentu rowerów w Polsce. Siła nabywcza, będzie miała znaczenie po osiągnięciu określonego pułapu sprzedaży rowerów elektrycznych i nie jest barierą byśmy w Polsce osiągnęli sprzedaż rowerów elektrycznych na poziomie np. 50 tys. sztuk rocznie. Dzieje się tak, dlatego, że najpierw „musimy” nasycić rynek w segmencie dostępnym dla ludzi usytuowanych z zarobkami ponad średnią krajową, a w tej chwili jest on z pewnością nienasycony. Jeśli chcielibyśmy, w prosty sposób określić potencjał naszego rynku, biorąc pod uwagę, siłę nabywczą i status ekonomiczny Polaków. To można to zrobić w prosty, aczkolwiek nie profesjonalny sposób. Mam nadzieję, że koledzy ekonomiści mi to wybaczą. Otóż, skoro w Niemczech od 5 lat poziom sprzedaży ciągle rośnie, i w roku 2016 sprzedano w Niemczech ponad pół miliona rowerów elektrycznych, a wg. CONEBI ponad sześćset tysięcy rowerów elektrycznych. To śmiało nasz rynek możemy ostrożnie oszacować na 10 razy mniejszy. Czyż nie? A z takiego poziomu sprzedaży nasi rodzimi producenci byliby przeszczęśliwi.  Można też powiedzieć, że Polska to dwa razy mniejszy kraj, więc podzielmy sprzedaż w Niemczech na pół. Otrzymujemy sprzedaż na poziomie 250 tys., to nie wszystko, zarabiamy o dwa razy mniej od sąsiadów, w efekcie tego możemy jeszcze raz podzielić na pół, i otrzymujemy 125 tys., idąc dalej mamy inną mentalność i jeszcze parę innych przeszkód, to dalej możemy to podzielić przez dwa, co i tak daje na ten moment, astronomiczny potencjał 62,5tys. sztuk. Jeszcze raz podkreślam, że jest to nieprofesjonalne, określenie potencjału rynku, aczkolwiek wydaje się być bardzo realnym.

Najważniejsze bariery

W czym zatem problem, że nie sprzedajemy w Polsce więcej rowerów elektrycznych? To się zmienia, ale największymi barierami ciągle są; min. np.

  • brak wiedzy u polskich sprzedawców,
  • brak wiedzy technicznej i obawy przed usterkami,
  • brak świadomości konsumentów, czym jest rower elektryczny,
  • stereotypowe myślenie o rowerze elektrycznym,
  • brak przygotowania technicznego ze strony sprzedawców,
  • brak elektroników pośród serwisantów w sklepach i serwisach,
  • brak rowerów elektrycznych w sklepach,
  • brak zdecydowania w szeregach polskich producentów.

I tym dwóm ostatnim punktom należałoby poświęcić trochę miejsca. Pamiętając o polskich producentach, zajmujących się tylko rowerami elektrycznymi, trzy największe Polskie marki, w ostatnich latach, walcząc między sobą rowerami w segmencie mainstream, zupełnie odpuściły temat rowerów elektrycznych. Byłoby fatalnym w skutkach dla naszych producentów, gdyby przespali zupełnie nadchodzący bum. Obserwując rynek widać rosnące zainteresowanie zachodnich producentów polskim rynkiem rowerów elektrycznych. I niejako pod przyzwoleniem naszych potęg, już od dwóch, trzech lat pobudzają popyt na tego typu rower.

Dlaczego segment rowerów elektrycznych jest tak ważny? Ponieważ pozwala producentom na realizowanie dużo większych marż w wartościach bezwzględnych, zwiększa znacząco obroty producentów, a w konsekwencji wywołuje dalszy rozwój, ponieważ, pozwala przeznaczać większe środki finansowe na badania i rozwój produktów, co u wiodących światowych producentów jest bardzo ważną pozycją w planowaniu budżetów.

Z punktu widzenia sklepu rowerowego, nieposiadanie w ofercie rowerów elektrycznych, zdaje się być wręcz niewybaczalnym błędem. Specjalistyczny sklep rowerowy jest miejscem gdzie konsument musi poznawać nowości, dowiedzieć się o istnieniu nowych produktów, sklep musi być autorytetem w swojej dziedzinie. Ta część sklepów, która jeszcze nie ma w ofercie rowerów elektrycznych, powinna zainteresować się tym tematem jak najszybciej, bo z ich niewiedzy, inni już od kilku lat korzystają, i sprzedają z roku na rok coraz więcej rowerów elektrycznych. Osobiście znam sklepy w Polsce, które sprzedają rowery elektryczne w  dziesiątkach i setkach sztuk rocznie, co potwierdza, że rower elektryczny to nie ciekawostka z przyszłości, tylko narzędzie do zwiększania zysków tu i teraz.

I.M.